Jest trzecia rano, może już czwartej pół, a w dach bije jednostajny szum.
I wycieraczki jedna tam druga tu, w kółko tańczą taniec swój.
I abym zdążyć mógł na czas, jesienny szpaler z drzew przy drodze trzyma straż
Tak życie moje biegło mi, naprzód wciąż, z kąta w kąt, nigdy nie patrzyłem w tył.
Pół świata gonię od trzech dni, po latach znalazł mnie, twój bardzo krótki list.
I odtąd tylko jedno wiem - Kocham Cię, niech się dzieje to co chce.
Jest czwarta rano, może już piątej pół, a w dach bije jednostajny szum.
I wycieraczki jedna tam druga tu, w kółko tańczą taniec swój.
Tak jakby tysiąc burych chmur, zatrzymać chciało mnie, zrzucając smutek w dół.
A ja poznaję jak przez mgłę, dom i sień, w której ja wpadłem w oczu twoich czerń.
Lecz kiedy stanę u twych drzwi, słowa jak szkolny wiersz, wylecą z głowy mi.
Marzenia spalę w ogniu świec, tłumiąc śmiech, pustym chwilom każę biec.